15 Kwietnia 2006r.
- To
niemożliwe… - Wyszeptał siwy mężczyzna przyglądając się mi uważnie. Czułam się
tragicznie. Nie dość, że wszystko mnie bolało; miałam ciężkie powieki, nogi jak
z betonu, a ręce ze stali, to zgromadził się dookoła mnie wianuszek lekarzy i
innych mężczyzn w garniturach. Nie miałam pojęcia o co chodzi, ani kim są… Tak
w ogóle to nie wiedziałam nic… moja głowa jakby nie należała do mnie… nic nie
pamiętałam. Spojrzałam na własne ręce podłączone rurkami do aparatury i dopiero
do mnie dotarło – Jestem w szpitalu.
Sekunda
minęła zanim zreflektowałam się, że powiedziałam to na głos. Twarz starszego pana który do tej pory był
spokojny zaczęła ujawniać oznaki zaniepokojenia… wydawała się znajoma, ale nie
byłam w stanie powiedzieć kim jest. Zaczęłam nerwowo rozglądać się po sali
lekceważąc ludzi. Wszechobecna biel i chemiczny zapach przyprawiały mnie o
mdłości. Czułam się tak nieswojo!
- Jak masz
na imię?
Zapytał
mężczyzna w fartuchu i moje spojrzenie natychmiastowo zawisło na nim. Ze
wszystkich sił próbowałam znaleźć odpowiedź na to banalne pytanie… Na darmo.
- Nie wiem.
Odpowiedziałam
cichutko patrząc na niego z przerażeniem.
- Ilu nas
jest ?
Zapytał
drugi. Leniwie przebiegłam spojrzeniem po twarzach.
- Pięciu.
Odpowiedziałam
bez trudu. Obcy pokiwali głową jak jeden, a starszy mężczyzna w garniturze
podszedł bliżej i ze zdumiewającą lekkością usiadł na brzegu łóżka, a razem z
nim dusząca woń męskich perfum i cygar. Miał białe włosy, zmęczone oczy,
głęboko osadzone na pooranej zmarszczkami twarzy.
- Wasza wysokość…-
Zaczął nieśmiało.
- Kto?
Zareagowałam natychmiast, nie rozumiejąc dlaczego tak mówi
i kim jest „wasza wysokość”.
Przełknął głośno
ślinę spuszczając wzrok. Powoli podniósł rękę i zaczął nerwowo głaskać się po
szyi.
-Czy może mi
ktoś powiedzieć, co się stało? kim jesteście wy, a kim ja..?
Zapytałam z
lekkim zniecierpliwieniem. Miałam wrażenie, że jestem jakimś obiektem
muzealnym, albo unikalnym zwierzęciem uwięzionym ku uciesze tłumów.
- Byłaś w
śpiączce… - zaczął jeden z doktorów – Bardzo długo… Zaczęliśmy już tracić
nadzieję, że kiedykolwiek się obudzisz.
Uśmiechnął
się blado.
- Cud –
dodał drugi – zostałaś postrzelona gdy miałaś 10 lat i od tamtego czasu nie
mieliśmy z Tobą żadnego kontaktu…
Przeniosłam
spojrzenie na moje dłonie. Nie były to ręce dziecka. Zmarszczyłam brwi próbując
połączyć fakty. Zapewnie nie uszło to ich uwadze, gdyż nagle w pokoju zapanowała
całkowita cisza. Jak makiem zasiał. Podniosłam
głowę mierząc przenikliwym spojrzeniem najstarszego z lekarzy, tego który stał
najbliżej i stwarzał wrażenie najbardziej kompetentnego.
- Jak długo…
?
Odpowiedź jednak
nie nadeszła natychmiast. W pokoju dało się słyszeć głęboki wdech doktora przed
wypowiedzeniem tej feralnej liczby.
- 8 lat.
Otworzyłam
buzię ze zdziwienia. Z jednej strony wszystko to wydawało się kpiną, mało
realną bajką… nie znajdowałam jednak argumentów na potwierdzenie tej tezy, więc
przyjęłam to za prawdę. Teraz ból i zmęczenie odeszły na drugi plan. W mojej
głowie zrodziło się tyle pytań… tak wiele chciałam się dowiedzieć… Jak się
nazywam? gdzie się urodziłam? gdzie moi rodzice i dlaczego ktoś do mnie
strzelał?
- Masz na
imię Charlott.
Powiedział
doktor jakby czytając mi w myślach.
- Charlott…-
Powtórzyłam to imię na głos. Było ładne i dźwięczne, a co najważniejsze brzmiało
znajomo.
Oho, znalazłam coś ciekawego :) Raczej nie zauważyłam błędów, więc jestem naprawdę zadowolona. Cudowny pomysł, mam nadzieję, że będziesz go kontynuować! Dobrze by było, gdybyś dodała obserwujących, ułatwiło by mi to życie. Będę wpadać tu często, więc pisz :)
OdpowiedzUsuńworldofsecretstories.blogspot.com
Pozdrawiam, Nari
Wow, ciekawy początek :) No i co najlepsze- oryginalna historia :) Zapraszam do siebie na http://zaprzysiezeni.blox.pl/html
OdpowiedzUsuńhahah, super. :)
OdpowiedzUsuńnie wyłapałam żadnych błędów. :)
ciekawa fabuła i pomysł na historię :)
czekam na nn. :)