Anglia, 16 Maja 1998r.
- Proszę,
Wasza królewska mość, odrobinę na prawo. O! Tak, tak, tak idealnie. A czy
księżniczka może opuścić pana misia, tak żeby nie zasłaniał cudnej buźki
pociechy narodu?
Posłusznie
wykonuję polecenie mężczyzny mówiącego do mnie spod śmiesznej, czarnej zasłonki,
mimo, iż nie podoba mi się. Nie podoba mi się to całe pozowanie, ten starodawny aparat i wąsaty
pan.
- O,
pięknie, pięknie. – Chwali mnie, przez co robię grymas niezadowolenia.
To już
kolejne zdjęcie w tym roku. Nie wiem dlaczego tak często musimy się fotografować…
- Mamo. –
Ciągnę ją za sukienkę – mogę iść się pobawić?
Ku mojemu
zdziwieniu, w odpowiedzi wcale nie słyszę głosu rodzicielki, a pozbawiony
wcześniejszej słodkości pomruk fotografa.
- Nie
gadamy, kruszynko!
Marszczę
nosek po czym posłusznie zastygam w sztuczniej, uroczej
pozie. Przyzwyczaiłam się do robienia bezsensownych i nudnych rzeczy… lata praktyki robią swoje. Kiedy aparat
wydaje typowe „pyyf” i lampa błyska mi po oczach, wiem, że jestem już
wolna. Robię kroczek na bok i wracam do naburmuszonej miny, kręcąc główką.
– Czemu nie
mogę jak inne dzieci!
Krzyczę
tupiąc groźnie i w tym samym momencie do sali wchodzi służący oznajmiając, iż
samochód gotowy. Mama kuca obok mnie, poprawiając błękitną kokardę na mojej
głowie.
– No… już...
Charlotte, obiecuję, że jak skończy się ta cała uroczystość, będziesz się mogła
bawić do samego wieczora.
Patrzy mi w oczy. Jest bardzo ładna… ma długie
kasztanowe włosy i jasną cerę. Myślę, że nadaje się na królową. Kiwam głową, a
wtedy ona uśmiecha się ciepło, po czym odgarnia moje złote loczki z czoła.
– Mądra
dziewczynka.
Łapię jej
dłoń i wychodzimy za tatą. Na zewnątrz jest mnóstwo ludzi. Wołają, wiwatują,
machają. Chyba nas lubią, ale boję się ich. Mam tylko 10 lat. Szofer otwiera
drzwiczki do samochodu i już kieruję się by wsiąść posłusznie, gdy nagle hamuje
mnie huk. Strzał. Nie wiem co się dzieje. Nie rozpoznaję tego dźwięku jako zagrożenia,
do momentu kiedy ludzie zaczynają histerycznie krzyczeć. Słyszę przeszywający
wrzask mamy i sekundę po tym upadający ciężar. Raptownie obracam głowę. Tata!
To niemożliwe. Chcę podbiec do niego, ale nie daję rady, przez masy które
próbują mu pomóc . Widzę krew. Dużo krwi. Twarz mamy natychmiast przybiera odcień
prześcieradła. Ochrona chce ją stamtąd zabrać, lecz dopada ją kolejna kula i na
beżowej sukience pojawia się ciemna plama krwi.
- Nie!
Krzyczę,
zdając sobie sprawę co stało się rodzicom. Ktoś łapie mnie za ramiona kiedy rzucam
się do nich. Zaczynam histerycznie szlochać, kopać moich ”oprawców”. Ludzie krzyczą
tak głośno jak ja. Jeszcze jeden strzał. Po moim ciele rozchodzi się fala
niesamowitego bólu.
- Nie, nie,
nie…
Padam
bezwładnie w ramiona ludzi. Zostawcie mnie…
niesamowity pomysł. :)
OdpowiedzUsuńjestem ciekawa co wymyślisz w następnych rozdziałach. :)
ucieczkawmarzenia.blogspot.com
Intrygujące. Zaskakujące. Pomysłowe.
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba. To coś innego i chętnie poczytam, co się dalej stanie z Charlotte.
(Uwielbiam to imię.)
Obserwuję :)
xoxo
http://opowiadaniebyjasminelovelace.blogspot.com/